czwartek, 22 lutego 2018

Poznajmy się

Witajcie,
Ileż to razy już zaczynałam...  Powinnam mieć na drugie imię słomiany zapał... 
Zaczynałam i próbowałam blogować, ale zwykle brakowało mi samozaparcia, tematów i pomysł palił na panewce. 
W ostatnim czasie nie zaszła może we mnie żadna magiczna przemiana, natomiast moje życie zmieniło się diametralnie! Mój nieoceniony mąż, nazwijmy go, nie bez kozery- Graczem, całkiem trafnie diagnozował mój problem, jako brak hobby. Długo, naprawdę długo szukałam, aż pół roku temu znalazłam, a teraz chwilowo moje hobby śpi. Moja pasja jest dorodnym chłopcem, nazwijmy go po prostu Dzióbek.

I tu dochodzę do sedna sprawy- jestem teraz Kobietą Domową, która siłą rzeczy, pogody, czwartego piętra bez windy i słabego kręgosłupa oraz siłą wielkiej miłości do Dziecięcia utknęła trochę i w domu i w życiu. Jedyną rozrywką w czasie tulenia synka do snu jest czytanie blogów, dostępne w wygodnej formie na ekranie smartfona. Mój świat skurczył się mocno, a mąż, jak zwykle wspierający- motywuje mnie niczym rasowy coach, twierdząc, że wyglądam jak bezdomny, nie dbam o siebie jak inne kobiety na urlopie macierzyńskim(?!?!) i powinnam poświęcać wolny czas na swoje pasje... Tak, Gracz to mężczyzna o niespotykanym poczuciu humoru!

Drugi czynnik motywujący mnie do założenia bloga to już czynnik wewnętrzny- niegdyś bardzo lubiłam pisać, w sferze nastoletnich marzeń leżało pisanie zawodowe. Żałuję, że we właściwym czasie nie podążałąm za marzeniami, ale może nie wszystko stracone?!
Wraz z pojawieniem się na świecie mojego Synka odczuwam nieco obsesyjną potrzebę dokumentowania i opisywania tego, jak wygląda świat teraz i jak wyglądał, kiedy sama byłam dzieckiem. Zaczęłam nawet spisywać coś w rodzaju sagi o moich dziadkach. Chcę pisać i utrwalać te ulotne momenty z naszego życia,  stąd pomysł na pisanie bloga.

Trzecia wreszcie kwestia- chcę „wyjść”- z mojej strefy komfortu, dresów, wygodnego kucyka i braku makijażu. Chcę wyjść do innych matek, kobiet z mojego miasta. Mam ogromne obawy związane z bytnością mojego dziecka w przestrzeni publicznej, nie dotyczące zarazków, ale jego postrzegania przez innych. Wciąż mam wrażenie, że matka z wózkiem traktowana jest jak zawalidroga.
Chcę pracować nad swoim podejściem, wizerunkiem i dobrym samopoczuciem, jednocześnie- być może wspierać w tym inne kobiety. 



Będziecie ze mną?
Marta

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz