wtorek, 27 lutego 2018

Zimowe lektury

Nigdy nie pociągały mnie wyzwania w stylu: "W 2018 przeczytam 52 książki", bo co to za wyczyn przeczytać na szybko jedną marną, nieobciążającą za bardzo umysłu  książkę tygodniowo?!
Niemniej od początku tego roku postanowiłam spisywać tytuły skończonych lektur, chociażby z ciekawości- ile uda mi się "wycisnąć", pomimo ograniczonego czasu wolnego. Poza tym jestem ciekawa w jaki wzór ułożą się tytuły i co o mnie powiedzą.
Przed Dzióbkiem czytałam namiętnie i nałogowo. Miałam też czas na seriale, które wręcz wydzielaliśmy sobie z Graczem, jak najlepsze czekoladki po Bożym Narodzeniu... Oszczędzaliśmy odcinki ulubionych perełek serialowych- takie już mamy charaktery. Ale dziś chciałam o książkach!

Od początku roku udało mi się przeczytać kilka pozycji,jednak nie ma wśród nich żadnego klucza, poza jednym małym tropem. Głównie czytałam tytuły od sasa, do lasa, ale i tak jestem szczęśliwa, że udało mi się skończyć aż tyle książek! Oto mój zimowy urobek czytelniczy:


Na pierwszy ogień pozycje czysto użytkowe. "Bobas lubi wybór" i pozostająca w tym samym kręgu "Moje dziecko nie chce jeść"- nie ma tu co recenzować; dobitnie wskazują na jakim etapie znajdujemy się obecnie jako rodzice. W pewnych kręgach pozycje obowiązkowe, dla mnie- rodzaj drogowskazu, choć po moich dziecięcych doświadczeniach z koszmarem jedzenia i szkolnej stołówki, ich lektura działa nieco oczyszczająco i odświeżająco.




Kolejna, przeczytana błyskawicznie to książkowe "przedłużenie" świetnego i zabawnego bloga Michaliny Grzesiak- "Krystyno, nie denerwuj matki". Zbiór prześmiesznych a czasem zaskakująco dojrzałych refleksji na temat macierzyństwa, w sam raz dla zmęczonej młodej matki! Polecam w celu przewietrzenia umysłu z nadmiaru oczekiwań i zarzuconych sobie na plecy wymagań.


Dla równowagi przeczytałam też bardzo ciężką i mroczną opowieść byłego agenta FBI i policyjnego profilera ścigającego seryjnych morderców- "Mindhuntera" J. Douglasa i M. Olshakera. Brutalne opisy morderstw i okrucieństw nie są może najlepszą lekturą przed snem... Na pewno nie budują zaufania do otoczenia i nie wiem czy mój syn będzie mógł sam pobiec na plac zabaw... Na podstawie wspomnień Douglasa Netflix nakręcił serial, ale nie miałam jeszcze styczności z tą produkcją.


Najlepszą, najobszerniejszą i najbardziej, w moim poczuciu, wyrafinowaną pozycję pozostawiłam na deser. To opasła saga "Drwale" A. Proulx. Usłyszałam jej fragmenty, czytane w wieczornej audycji radiowej i narobiłam sobie na nią apetytu! Uwielbiam takie klasyczne powieści z wielką historią w tle. To ciekawe ujęcie podboju Ameryki Północnej przez francuskich i angielskich kolonistów- pierwszych traperów, drwali trzebiących puszcze obecnej Kanady. To przede wszystkim historia ginących lasów, traktowanych jak niewyczerpywalny zasób, Indian Północnej Ameryki, których nietknięte dotąd siedziby i zamieniały się w obszary działań europejskich przedsiębiorców drzewnych, To ekologiczno- moralny traktat o przemijaniu, niszczeniu przyrody i nieposkromionej eksploatacji Ziemi. Do czego nas może to doprowadzić?


W ubiegłym roku przeczytałam powieść w podobnym, pesymistycznym tonie- "Historię pszczół" M. Lunde. Nie jest to najlepsza lektura dla młodych rodziców, karze mocno się zastanowić nad tym, jaki świat zostawiamy swoim dzieciom. Niemniej warto czasem zafundować sobie taki brutalny intelektualny prysznic.
Mam nadzieję, że pod koniec marca będę mogła zamieścić jakieś polecenia książek do przeczytania. Na razie rozpoczęłam lekturę jednej, opasłej i feminizującej powieści! Na pewno zaprezentuję ją na blogu!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz